Malezja

Kuala Lumpur – w cieniu dwóch wież

Po kilku dniach na rajskich Wyspach Perhentian, ruszyliśmy dalej i wylądowaliśmy w stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Wylądowaliśmy w przenośni i dosłownie, bo dolecieliśmy tam samolotem. Z Wysp Perhentian wydostaliśmy się łodzią do Kuala Besut (bilet 35 MYR od osoby). Było z tym trochę zamieszania, bo zgodnie „z procedurą” zgłosiliśmy dzień wcześniej, że następnego dnia chcemy wypłynąć łodzią o 8-mej rano (łodzie są o 8:00, 12:00 i 16:00) i przybyliśmy na przystań o 7:45. Tutaj czekało już sporo miejscowych i byliśmy pewni, że do jednej łodzi to się wszyscy nie zmieścimy. Jakiś facet wziął nasze bilety i powiedział, że mamy czekać i łódź będzie o czasie. Po 8-mej zaczęły podpływać pierwsze łodzie, do których pakowali się miejscowi. Za każdym razem facet od biletów mówił, a raczej na moje dopytywania pokazywał nie, odrywając się od jakiegoś filmu na You Tubie, że to nie nasza. W końcu zrobiło się już chyba ze dwadzieścia po 8-mej, na przystani z oczekujących zostaliśmy praktycznie tylko my, a naszej łodzi dalej nie było. Udało nam się jakoś oderwać gościa od smartfona i gdzieś zadzwonił, po czym powiedział, że łódź będzie za 5 minut bo jest przy drugiej wyspie. Łódź w końcu przypłynęła, ale okazało się, że jest pełna i nikogo nie zabierze. Trochę się już wkurzyliśmy. Gość twierdził, że załatwi inną łódź, ale nagle oddał nam bilety i już myśleliśmy, że nas wystawił do wiatru, ale jednak gdzieś tam znowu zadzwonił i po paru minutach przypłynęła jakaś łódka i nas zabrała.

W  oczekiwaniu na łódź oglądaliśmy rozładunek łodzi rybackich ze świeżym połowem

Po 40 minutach byliśmy na przystani w Kuala Besut, skąd pieszo poszliśmy około 1 km na dworzec autobusowy. Po drodze zaczepiali nas taksówkarze oferujący kurs na lotnisko za 60 MYR. Była też opcja pojechania mini-busem za 25 MYR od osoby, ale my mieliśmy dużo czasu, więc wybraliśmy autobus za 6 MYR (numer 639 odjeżdżający z dworca autobusowego w Kuala Besut i jadący do Central Bus Station w Kota Bharu). Udało nam się, bo autobus ruszył tuż po tym jak do niego wsiedliśmy, a ponoć jeździ co 2 godziny. Podróż do Kota Bharu trwała prawie dwie godziny. W Kota Bharu wysiedliśmy na Central Bus Station i z tego samego miejsca, po około 20 minutach, złapaliśmy autobus numer 9 jadący na lotnisko na przedmieściach Kota Bharu. Bilet kosztował 1,80 MYR, a autobus jechał jakieś 20 minut. Sam lot był krótki i bez przygód. Po wylądowaniu w Kuala Lumpur odnaleźliśmy miejsce skąd odjeżdżają autobusy do centrum miasta, i za 12 MYR zabraliśmy się jednym z nich. Takie autobusy jeżdżą co 15-30 minut w zależności od firmy, a że firm jest kilka to praktycznie co parę – paręnaście minut jest jakiś autobus. One wszystkie jadą do KL Sentral – takiego wielkiego węzła komunikacyjnego oraz centrum handlowego w centrum Kuala Lumpur. Tam można się przesiąść na metro czy lokalny pociąg, ale my już na piechotę poszliśmy do położonego nieopodal naszego hotelu. Taki autobus to najtańsza opcja dojechania z lotniska do centrum miasta.

Kuala Lumpur to największe miasto Malezji. To stolica administracyjna, ale też biznesowa i kulturalna kraju. Mieszka tu ponad 1,7 mln ludzi, ale w aglomeracji razem z przedmieściami to już ponad 7 mln. Jest to też siedziba króla Malezji. W roku 2017 Kuala Lumpur było 10-tym najczęściej odwiedzanym miastem na świecie. Według różnych rankingów jest ono zawsze bardzo wysoko w zestawieniach miast najlepszych do życia w Azji, czy nawet na świecie. Ponoć to też jedno z trzech najlepszych miejsc w Azji do spędzenia emerytury, niestety chyba jednak nie polskiej, bo ta na wiele by tu nie wystarczyła. Jest tu wiele bardzo wysokich budynków. Nawet te mieszkalne często mają po kilkadziesiąt pięter. Ale najbardziej znanym symbolem miasta są dwie bliźniacze 88-mio piętrowe wieże Petronas Towers, połączone w połowie łącznikiem.

Petronas Towers – symbol Kuala Lumpur

Jest to wielokulturowe miasto. Można tu wydzielić trzy charakterystyczne dzielnice: hinduską, chińską i malajską. Niestety system transportu publicznego nie jest tu zbyt wygodny, a do tego jest mocno skomplikowany. Nam nie do końca udało się go rozgryźć, ale opanowaliśmy go na tyle, że wystarczyło na nasz kilkudniowy pobyt. Oprócz autobusów miejskich, które często stoją w korkach, jest tu parę linii metra, lekkie metro, lokalne pociągi podmiejskie i osobna linia kolejowa łącząca KL Sentral z lotniskiem międzynarodowym, które składa się z dwóch terminali KLIA i KLIA2 (bilet z KL Sentral na lotnisko kosztuje 55 MYR, a pociągi jeżdżą co 30 minut, a w godzinach szczytu co 15 minut, są dwie opcje, albo pociąg zatrzymujący się na kilku stacjach po drodze, albo KLIA Expres jadący bezpośrednio na lotnisko, który jest oczywiście szybszy, ale co ciekawe kosztuje tyle samo, jeździ też co 20-15 minut). W Kuala Lumpur nie ma jednego spójnego systemu biletów na komunikację publiczną. Każdy rodzaj transportu ma swoje bilety. Cena zależy od ilości stacji, które się chce przejechać, a bilety kupuje się w automatach na stacjach. My jeździliśmy głównie metrem i lokalnym pociągiem, ale pomimo w sumie wielu linii i tak czasami nie jest łatwo dojechać w pobliże miejsca gdzie się chce. Na pewno nie jest to tak dopracowany system jak w Paryżu czy Londynie. W Kuala Lumpur jest też ponoć kilka z największych na świecie centrów handlowych, które nie odbiegają z wyglądu od tych nowoczesnych centrów europejskich.

Miasto jest relatywnie młode. Zostało założone w połowie XIX w. u zbiegu dwóch rzek Gombak i Kelang. Pierwotnie była to osada gdzie mieszkali górnicy wydobywający cynę. Potem pojawili się handlarze wymieniający cynę na żywność i tak to się zaczęło. Nazwa Kuala Lumpur w miejscowym języku znaczy „błotniste połączenie” lub „błotniste połączenie rzek” i nawiązuje właśnie do umiejscowienia miasta u zbiegu rzek. Od 1882 roku było siedzibą brytyjskich, kolonialnych władz w Malezji. W 1881 roku drewniane miasto strawił wielki pożar i wtedy podjęto decyzję, że do odbudowy będzie używać się głównie cegieł, aby uniknąć podobnego przypadku w przyszłości.

Dzielnica hinduska, w której my mieszkaliśmy, nazywa się Brickfields. Zwana jest też „Little India”. Jest tu mnóstwo hinduskich restauracji i sklepów. Na jej krańcu usytuowane jest KL Sentral. Pełno tu też mniejszych i większych hoteli.

Dzielnica hinduska „Little India”
Dzielnica hinduska „Little India”
Dzielnica hinduska „Little India”
Stragany z kwiatami …
… i owocami
Jeden z kolorowych sklepów

Nieco na południe na niewielkim wzgórzu położona jest bardzo ładna chińska świątynia Thean Hou. Nie ma tam jak się dostać transportem publicznym, więc najlepiej wybrać się tam Grabem czyli takim azjatyckim odpowiednikiem Ubera. Świątynia jest poświęcona bogini morza Tian Hou. Łączy ona w sobie elementy buddyjskie i taoistyczne.

Świątynia Thean Hou
Świątynia Thean Hou
Świątynia Thean Hou
Świątynia Thean Hou
Kolorowa dekoracja dachu świątyni
Świątynia Thean Hou
Oczywiście jak to w chińskiej świątyni, nie może zabraknąć sklepiku

Ze świątyni na piechotę udaliśmy się do centrum kulturalnego The Temple of Fine Arts. Okazało się, że tego dnia nic się tam nie działo, ale często można tu trafić na pokazy lokalnych tańców czy inne wydarzenia. Jednak po drodze do tego centrum złapał nas deszcz ,przed którym schroniliśmy się pod jakimś daszkiem w pobliżu buddyjskiej świątyni Buddhist Maha Vihara. Kiedy czekaliśmy aż deszcz przestanie padać, podszedł do nas jakiś pan i zaprosił nas do obejrzenia wystawy fotografii buddyjskich świątyń z różnych krajów Azji, która była w budynku stojącym obok świątyni. Wykorzystaliśmy więc okazję i zobaczyliśmy te zdjęcia. Niektóre były naprawdę ciekawe, a do tego pan, który nas zaprosił zaczął nam jeszcze opowiadać o niektórych z tych świątyń. Mogliśmy go też podpytać o pewne informacje na temat buddyzmu.

Świątynia Buddhist Maha Vihara
Świątynia Buddhist Maha Vihara

U samego zbiegu rzek leży historyczne centrum Kuala Lumpur. Jest tu wielki Plac Niepodległości czyli Dataran Merdeka. Plac jest pusty i jest to wielki trawnik będący stadionem do krykieta. Na południowym krańcu placu stoi wielki maszt z flagą Malezji. To właśnie tu o północy z 30 na 31 sierpnia 1957 ściągnięto powiewającą od lat flagę brytyjską symbolizującą czasy kolonialne i wciągnięto na maszt flagę Malezji. To symboliczny moment w historii kraju, gdy uzyskał on niepodległość i powstała Federacja Malajów, która w 1963 zmieniła nazwę na Federację Malezji. „Merdeka” to w lokalnym języku „wolność” i ponieważ podczas wciągania na maszt malezyjskiej flagi wołano „merdeka, merdeka” to plac nosi właśnie taką nazwę.

Plac Niepodległości – Dataran Merdeka
Widok z Placu Niepodległości i wielki maszt z flagą

Plac otacza kilka historycznych budynków. Od południowej strony stoi Miejska Galeria Kuala Lumpur, gdzie można zobaczyć wystawę o historii miasta, oraz obejrzeć multimedialny pokaz dotyczący miasta i jego wielką makietę. Od wschodniej strony plac ogranicza Budynek Sułtana Abdul Samada, uchodzący za jeden z najładniejszych i najczęściej fotografowanych budynków miasta. To dawna siedziba brytyjskich władz kolonialnych.

Miejska Galeria Kuala Lumpur
Ekspozycja wewnątrz galerii
Wielka makieta Kuala Lumpur
Jeden z budynków wokół Placu Niepodległości – National Textile Museum
Budynek Sułtana Abdul Samada
Budynek Sułtana Abdul Samada

Na północnym krańcu placu stoi Katedra Św Marii, a na zachodniej ścianie placu ciągną się budynki Królewskiego Klubu Selangor. To dawny, ale i obecny klub krykieta. Za czasów kolonialnych właśnie tu, co weekend Brytyjczycy grywali w tę grę.

Katedra Św Marii
Katedra Św Marii
Budynek Królewskiego Klubu Selangor
Główna Biblioteka Kuala Lumpur

Niedaleko placu, trochę na tyłach Budynku Sułtana Abdul Samada stoi niewielki, ale bardzo ładny Meczet Jamek. Można go zobaczyć również w środku. Trzeba być tylko odpowiednio ubranym, czyli mieć zakryte kolana i ramiona, a kobiety dodatkowo nakrytą głowę. Ale jakby co, to przy wejściu można za darmo pożyczyć odpowiednie, brakujące części garderoby. To najstarszy meczet miasta wybudowany w 1909 roku. W środku spotkaliśmy bardzo fajnego przewodnika, który opowiedział nam o historii i założeniach islamu oraz odpowiedział na mnóstwo naszych pytań dotyczących tej religii. W końcu mieliśmy okazję wyjaśnić trapiące nas kwestie. Wejście jest za darmo, ale tylko w pewnych godzinach, które zależą od odbywających się w meczecie uroczystości religijnych. Generalnie można go zwiedzać od 10:00 do 12:30 i od 14:30 do 16:00, choć to się może nieco zmieniać.

Meczet Jamek
Kasia w stroju „wizytowym” na dziedzińcu Meczetu Jamek
Aby zakryć kolana dostałem przy wejściu „wizytową spódnicę”
Meczet Jamek
Meczet Jamek
Meczet Jamek

Kilkaset metrów na południe od Meczetu Jamek, w okolicy stacji metra Pasar Seni, zaczyna się chińska dzielnica. Jedną z atrakcji jest tam nomen omen, hinduska świątynia Sri Maha Mariamman. Jest to najstarsza hinduska świątynia Kuala Lumpur.

Świątynia Sri Maha Mariamman
Świątynia Sri Maha Mariamman
Świątynia Sri Maha Mariamman
Po drodze wstąpiłem do hinduskiego fryzjera na strzyżenie 🙂
Jedna z uliczek w pobliżu świątyni Sri Maha Mariamman

Oczywiście na ulicach jak to w chińskich dzielnicach kwitnie handel. Najsłynniejsza ulica pełna sklepów to Petaling Street. My odwiedziliśmy także niewielką świątynię Guan Di poświęconą bogowi wojny, zbudowaną w 1888 roku. W okolicy jest też Central Market gdzie w środku, ale także na ulicy biegnącej wzdłuż niej, mieści się wiele stoisk z różnymi towarami.

Chińska dzielnica
Na targu w …
… chińskiej dzielnicy …
… Kuala Lumpur
Ulica Petaling Street
Brama na końcu Petaling Street
Ulica w chińskiej dzielnicy
Świątynia Guan Di
Świątynia Guan Di
Central Market
Central Market
Kolorowe lampy na jednym ze stoisk
Pasaż handlowy obok Central Market

Na zachodnim brzegu rzeki Klang stoi Meczet Narodowy (Masjid Negara). To relatywnie nowy budynek ukończony w 1965 roku. Miał on upamiętnić uzyskanie przez Malezję niepodległości. Minaret meczetu ma 73 metry wysokości. Główna sala meczetu w kształcie gwiazdy może pomieścić 8 tys. osób. Dziedziniec pełny kolumn, przykryty jest dachem z 48 małymi kopułami. Do meczetu można wejść oczywiście poza godzinami modlitw. Każdy niemuzułmanin musi przywdziać specjalne szaty – taki płaszcz z kapturem. Kobiety muszą założyć kaptur na głowę. Strój dostaje się przy wejściu, które jest bezpłatne. Do samej sali modlitewnej nie można wejść, ale można ją zobaczyć przez szeroko otwarte drzwi. Nieco z boku jest swego rodzaju mauzoleum gdzie znajdują się groby kilku premierów i wicepremierów.

Meczet Narodowy – Masjid Negara
Przed wielką salą modlitewną

Kilkaset metrów od Narodowego Meczetu znajduje się Muzeum Sztuki Islamskiej.

Muzeum Sztuki Islamskiej

A jeszcze dalej dochodzi się do dużego parku Lake Gardens. Park ma 92 hektary. Można tu odwiedzić Ogród Orchidei i Hibiskusów czy Park Jeleni, gdzie można zobaczyć kilka tych zwierząt, w tym podobno myszo-jelenia, ale nam się nie udało go wypatrzeć, za to było tam pełno kur i kogutów. Jest tu też największa w Azji ptaszarnia z wielkim wolierami. Wstęp tam kosztuje 63 MYR i my się na to nie zdecydowaliśmy. Jest tu też duży i ładny ogród botaniczny z wieloma ciekawymi roślinami.

Jedno z drzew w parku Lake Gardens
Nawet w centrum miasta można spotkać takiego stwora
Ogród Orchidei
Ogród Orchidei
Widok na Petronas Towers i Wieżę Telewizyjną z Ogrodu Orchidei
Ogród Orchidei
Jedna z wolier w Parku Ptaków
Jeleń w Parku Jeleni
Park Jeleni
W Ogrodzie Botanicznym
W Ogrodzie Botanicznym
W Ogrodzie Botanicznym

Jeden dzień, a właściwie jego połowę z naszego pobytu, poświeciliśmy na zobaczenie hinduskich świątyń w jaskiniach Batu Caves, leżących na północnych przedmieściach miasta, jakieś 13 km od centrum. Dojechać tam można pociągiem z KL Sentral za 2,60 MYR. Jest to zespół jaskiń odkrytych pod koniec XIX wieku i ważny punkt pielgrzymek dla hinduistów. Jaskinie są w wielkiej ,pionowej, skalnej ścianie, która nagle wyrasta z płaskiego otoczenia. Zaraz obok dworca kolejowego jest Jaskinia Ramayana. Wstęp tu kosztuje 5 MYR. W środku jest bardzo kolorowo i trochę kiczowato. Pełno tu różnych figur oświetlonych kolorowymi światłami. Można też wejść po schodach na górny taras skąd widać prawie całą jaskinię.

Skalna ściana w której znajdują się jaskinie Batu Caves
Przed wejściem do Jaskini Ramayana
Wnętrze Jaskini Ramayana
Wnętrze Jaskini Ramayana
Wnętrze Jaskini Ramayana
Widok z górnego tarasu
W Jaskini Ramayana

Idąc dalej od dworca dochodzi się do kolejnego kompleksu dwóch jaskiń gdzie wstęp jest płatny 10 MYR i gdzie ponoć można oglądać ptaki i węże, ale wygląda to jak ZOO połączone z dużym food courtem i my tam nie wchodziliśmy. Jeszcze dalej, idąc od dworca, dochodzi się do placu skąd po 272 kolorowych schodach można wspiąć się do głównej jaskini. Obok schodów stoi najwyższy na świecie posąg boga Murugana. Przed wspinaczką w górę warto jeszcze zajrzeć do stojącej obok placu świątyni. Można tam zostać pobłogosławionym przez miejscowego kapłana, który na czole maluje dwa czerwono-białe znaki.

Świątynia obok placu
Świątynia obok placu
Świątynia obok placu
Błogosławieństwo od kapłana
W świątyni
Wnętrze świątyni
Z wizytą u kapłana
Na placu przed schodami i posągiem boga Murugana

Rozpoczynając wspinaczkę po schodach, trzeba się przygotować na grasujące tu małpy. Są one bezczelne i agresywne. Dlatego trzeba głęboko schować wszystko do plecaka i nie trzymać nic w zewnętrznych kieszeniach. Trzeba też uważać na okulary, słuchawki itp. Nigdy nie wiadomo co wzbudzi zainteresowanie takiej małpy i sprowokuje ją do ataku. Jedna z małp zaatakowała Kasię, gdyż miała ona za uchem kwiatka otrzymanego od kapłana podczas błogosławieństwa. Dopiero jak Kasia rzuciła kwiatka na ziemię, to małpa odstąpiła od dalszego „molestowania”. Małp jest dużo i nigdy nie wiadomo, z której strony jakaś wyskoczy, a wokół można zobaczyć inne małpy siedzące i bawiące się ukradzionymi rzeczami lub zajadające wykradzione jedzenie.

Przed bramą na schody
Małpy czyhające na łupy
Kolorowe schody do jaskini
Ta małpa wyglądała jakby była na kacu 🙂

Po pokonaniu dość stromych schodów i grasujących małp, staje się u wejścia do wielkiej jaskini o wysokości 100 metrów. Nazywa się ją Jaskinią Katedralną. W środku jaskini jest świątynia, a dalej w głębi kolejne schody prowadzące do częściowo odkrytej komnaty z kolejną małą świątynią.

Wnętrze jaskini
W jaskini
W sklepieniu jaskini były otwory przez które wpadało trochę dziennego światła
Świątynia w jaskini
Świątynia w jaskini
Schody do kolejnej komnaty
Mała świątynia w odkrytej komnacie
Ściany …
… odkrytej komnaty
Widok na jaskinię z odkrytej komnaty

Jak tylko dotarliśmy z powrotem na dworzec kolejowy, to strasznie się rozpadało. Na szczęście byliśmy już pod dachem. Licząc, że deszcz nie będzie padał zbyt długo, drugą połowę dnia postanowiliśmy przeznaczyć na wizytę w symbolu Kuala Lumpur, czyli wieżach Petronas Towers. Dojechaliśmy tam metrem do stacji KLCC, z której bezpośrednio przechodzi się do podziemi centrum halowego, zajmującego kilka poziomów budynku stojącego przed wieżami. Centrum jest ogromne i robi wrażenie. Na jego drugim poziomie jest duży food court z licznymi restauracjami. Można tam relatywnie niedrogo zjeść z widokiem na duży park z fontannami położony obok wież.

Centrum handlowe przy wieżach Petronas Towers
Wewnątrz Petronas Towers na parterze
Park w okolicach Petronas Towers i otaczające go wieżowce

Wjazd na wieże kosztuje 80 MYR. Naszym zdaniem jest to dużo za dużo, ale o tym za chwilę. Kasy biletowe znajdują się w podziemiach wież. Wjazdy są co 15 minut, ale ilość osób jest limitowana, więc raczej nie da się tak wjechać z biegu. W naszym przypadku najwcześniejszy wolny wjazd był za niecałe dwie godziny. Poszliśmy więc się przejść po parku. Deszcz cały czas trochę padał, baliśmy się czy będzie coś widać z góry. Na szczęście stopniowo zanikał i w końcu ustał zupełnie. Wieże, które są bliźniacze, mają po 88 pięter plus cztery poziomy pod ziemią i 452 metry wysokości. Powstały w latach 1992-1998. Wieże posiadają jedne z najgłębszych fundamentów na ziemi, które sięgają 150 metrów w głąb skały. Do 2004 roku były najwyższymi budynkami świata. Obecnie spadły poza pierwszą dziesiątkę. W całości są przeznaczone na biura, jedną całą wieżę i połowę drugiej zajmują biura malezyjskiego koncernu petrochemicznego Pertonas. Pozostałą połowę drugiej wieży okupują międzynarodowe firmy, które niedługo mają się przenieść do stojącego obok wieżowca, gdyż Petronas chce zająć obie wieże w całości. Obie wieże połączone są dwupoziomowym łącznikiem na poziomie 41 i 42 piętra. Ma on za zadanie stabilizację całej konstrukcji i jest najwyżej zawieszonym mostem na ziemi. Ma on 58,5 metra długości. 42 poziom służy jako ciąg komunikacyjny między wieżami dla pracujących w nich osób. Natomiast poziom 41, 170 metrów nad ziemią, wykorzystywany jest jako taras widokowy dla turystów. To tu najpierw wjeżdża się windą i przez około 10 minut można stąd podziwiać panoramę miasta.

Most łączący dwie wieże na 41 piętrze
Widoki z mostu na park …
… i panoramę Kuala Lumpur

Następnie wjeżdża się windą na poziom 83 gdzie przesiada się na mniejszą windę jadącą na poziom 86. To najwyższe użytkowe piętro. Kolejne dwa poziomy to już tylko poziomy techniczne. Na 86 piętrze jest duży taras widokowy. Można tam spędzić około 15 minut, co niestety nie pozwala na spokojne obejrzenie panoramy miasta i filmów prezentowanych na kilku umieszczonych tam monitorach. Generalnie rola przewodników ogranicza się do oświadczenia na którym poziomie jesteśmy i ile mamy czasu do kolejnego wjazdu czy zjazdu. Zero informacji i ciekawostek o samych budynkach. Nam udało się co nieco dowiedzieć, bo sami zaczęliśmy pytać jedną panią z obsługi. Dlatego uważamy, że 80 MYR za sam wjazd to stanowczo za dużo. Powinno to być raczej 30 MYR, góra 50 MYR jeśli rzeczywiście przewodnik dałby jakąś wartość dodaną. Z góry widać oczywiście całe miasto. Wokół wież jest wiele bardzo wysokich budynków, ale z góry wszystkie one nie wyglądają już na tak wysokie.

Widok z 86 piętra jednej wieży na szczyt drugiej
Panorama miasta z wieży Petronas
Na 86 piętrze

W drodze na dół zatrzymuje się na 83 poziomie na kilkanaście minut, bo jest tu sklep z pamiątkami, a potem zjeżdża się już na sam dół. Całość wycieczki zajmuje około 45 minut.

Galeria najwyższych budynków świata na 83 piętrze
Widok z 83 piętra na drugą wieżę

O godzinie 19-tej w parku u podnóża wież, można podziwiać pokaz kolorowych fontann. Trwa to około 30 minut, ale nie jest to jakoś specjalnie imponujące widowisko. Do tego z warszawskich fontann na podzamczu nawet się nie zbliża.

Wieżowce otaczające Petronas Towers
Wieżowce otaczające Petronas Towers
Wieże Petronas Towers i centrum handlowe
Pokaz kolorowych fontann
Pokaz kolorowych fontann
Przed Petronas Towers

Patrząc z góry wież można dostrzec, że całkiem blisko nich i dzielnicy wieżowców, położona jest niewielka dzielnica małych drewnianych domków. My postanowiliśmy wybrać się tam jednego dnia. Dzielnica nazywa się Kampong Bharu i najłatwiej dojechać tam metrem do stacji o tej samej nazwie. To tradycyjna malajska dzielnica pełna drewnianych domków. Człowiek czuje się tu jakby był w innym świecie. Najciekawsze jest to, że od tych wszystkich wieżowców dzieliła nas jedna kilku-pasmowa ulica. Widok tych malutkich drewnianych domków na tle wież Petronas i otaczających ją wieżowców jest trochę surrealistyczny i pokazuje kontrast pomiędzy dawnymi, a obecnymi czasami. Dzielnica była trochę wyludniona, bo cały czas trwał Ramadan, a to jest dzielnica muzułmańska. Większość sklepów, restauracji czy kramów była więc w ciągu dnia zamknięta.

Brama do dzielnicy Kampong Bharu
Jedna z ulic Kampong Bharu
Drewniane domki …
… Kampong Bharu …
… na tle Petronas Towers
Ulice Kampong Bharu
Jeden z domów w Kampong Bharu
Wielkie gary …
… ulicznych jadłodajni
Nieczynne stragany w Kampong Bharu
Drewniany domek w Kampong Bharu
Żeby mieć taką półkę na kwiaty to trzeba mieć pieniądze i fantazję 🙂

Mimo, że to dzielnica muzułmańska, my trafiliśmy tu do Sikhijskiej świątyni Tatt Khalsa Diwan. Tu też aby wejść, musieliśmy się specjalnie ubrać. Ja musiałem założyć taką chustkę na głowę, a Kasia cały płaszczyk z kapturem. Jest tu też Meczet Jamek Kampung Baru, ale do niego wejść nie można.

Świątynia Tatt Khalsa Diwan
Świątynia Tatt Khalsa Diwan
A to my w świątyni
Meczet Jamek Kampung Baru

Kuala Lumpur to miasto gdzie nowoczesność przeplata się z tradycją, a do tego prawdziwa mieszanka kulturowa i religijna. To też świetne miejsce na spróbowanie dan różnych kuchni azjatyckich. Co ważne, to pomimo że to wielkie miasto, czuliśmy się tam całkowicie bezpiecznie, nawet po zmroku. Na pewno warto zajrzeć tu na parę dni podczas wizyty w Malezji.

Jeden Komentarz

  1. Pingback: Borneo wyspa orangutanów – Bachurze i ich podróże

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*