Kambodża

Kratie – na spotkanie z delfinami.

Kambodża to kolejny kraj na naszym szlaku. Z wyspy Don Khon w południowym Laosie dostaliśmy się tu najpierw łódką do Nakasang, a potem małym busem, którym dojechaliśmy do granicy. Ponieważ granica jest tylko około 20 km od Nakasang, to ten odcinek pokonaliśmy szybko. Na granicy musieliśmy opuścić busa i wraz z bagażami przejść ją pieszo. Było nas razem około 20 osób podróżujących dwoma busami, więc formalności paszportowo-wizowe trochę trwały. Po jakiejś godzinie wszyscy mieli już wizy i pieczątki w paszportach i mogli na piechotę przekroczyć granicę i dojść około 100 metrów do przygranicznej mini-wioski gdzie znajdowały się 2-3 knajpki, dwa punkty gdzie można było wymienić pieniądze czy kupić karty SIM.

Tu zaczyna się Kambodża
Przygraniczne restauracje i sklepiki

W jednej z tych knajpek czekaliśmy na kolejne busy, które miały nas zabrać dalej. Szef tego całego interesu nie przejmował się za bardzo tym, że wszyscy czekają i spokojnie zajadał sobie lunch. W sumie czekaliśmy tam ponad godzinę nie wiadomo na co. Busy stały i czekały, pasażerowie też czekali, no ale szef zamieszania nie dawał znaku odjazdu. Korzystając z czasu kupiliśmy w jednej z budek lokalną kartę SIM i czekaliśmy dalej. W końcu nagle kazali nam się pakować do dwóch busów próbując podzielić podróżnych na tych, którzy jechali do Siem Reap, oni pojechali jednym busem, oraz tych którzy jechali do innych miejsc i my się właśnie tym zabraliśmy. Tym busem dojechaliśmy ponad 60 km do Stung Treng gdzie znowu po około 30 minut oczekiwania porozdzielali nas do busów jadących już do konkretnych miejsc docelowych. My jechaliśmy do Kratie. Do celu mieliśmy jeszcze ponad 130 km. Bus był zapchany na maksa, a bagaże były wepchnięte pod siedzeniami, więc całą drogę jechaliśmy z kolanami pod brodą. Przypomniały nam się nasze podróże collective-taxi z Afryki. Kierowca grzał strasznie szybko. Dochodził do 100 km/h co dla przeładowanego i zdezelowanego busa było niemal prędkością startową. Do tego cały czas na wszystkich i wszystko trąbił. Po godzinie jazdy nagle się zatrzymał niby na toaletę, ale tak naprawdę to po prostu zatrzymał się na własny obiad. Byliśmy trochę wściekli, bo w sumie niedaleka podróż ciągnęła się przez te wszystkie czekania niemiłosiernie i przecież mógł wytrzymać jeszcze niecałą godzinę potrzebną do pokonania pozostałych około 70 km do celu. No cóż nikt tu niestety nie szanuje czasu, ani swojego ani innych. Finalnie na miejscu w Kratie byliśmy parę minut po 16-tej co oznaczało, że cała podróż z Don Khon zajęła nam ponad 8 godzin, a było to tylko niecałe 250 km. Średnia nie była więc imponująca. Całość, łódź do Nakasang i potem te wszystkie busy kosztowała nas po 120.000 LAK od osoby. Z dworca autobusowego w Kratie mieliśmy do naszego hotelu nad brzegiem Mekongu niecały kilometr i przeszliśmy to na piechotę. Po krótkim odpoczynku poszliśmy tylko coś zjeść w okolicy i szybko wróciliśmy do hotelu, bo byliśmy dość zmęczeni.

Nasza pierwsza kambodżańska kolacja, lok lak z kurczaka …
… i ryba z mango

Następnego dnia rano wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Zaczęliśmy od wyspy Koh Trong leżącej na środku Mekongu na wysokości miasta. Dostać się tam można promem za 0,25 USD od osoby. Prom odpływa z okolic ulicy Rue Nº8 i płynie kilka minut. Po dobiciu do piaszczystego, wschodniego brzegu wyspy. Zaraz po lewej stronie znajdują się kilka drewnianych wiat, na których można plażować, oraz małe kąpielisko. Można tam chyba też coś zjeść czy kupić zimne napoje.

Prom na wyspę Koh Trong
Pobór opłaty za prom
Drewniane wiaty na wyspie Koh Trong
Łodzie zacumowane u brzegu wyspy

Jeśli ktoś chce się dostać do wnętrza wyspy, to trzeba przejść szeroką na kilkaset metrów piaszczystą plażę i wspiąć się na skarpę. Tam od razu trafia się na wypożyczalnię rowerów, skuterów i postój moto-taxi. Wypożyczalnia należy do lokalnej komuny zarządzającej wyspą. Wypożyczenie roweru kosztuje 1 USD za stary rower lub 2 USD za taki trochę nowszy. Tuż obok znajduje się świątynia, ale jest ona bardzo zniszczona i nie bardzo jest tu co oglądać. Wokół wyspy prowadzi ścieżka, którą można objechać wyspę. Jest to około 7-mio kilometrowy szlak prowadzący głównie po betonie, choć czasami beton się urywa i wtedy jedzie się polną drogą. Szlak ten nie dochodzi do północnego i południowego krańca wyspy, gdyż zawsze kilkaset metrów wcześniej skręca w poprzek wyspy pod kątem 90º. Można jednak zjechać z betonowego szlaku i wąskimi polnymi dróżkami dojechać prosto, niemalże na krańce wyspy. Wtedy pętla dookoła wyspy liczy jakieś 3 km więcej.

Ruszamy na objazd wyspy
Na rowerowym szlaku …
… przez wyspę Koh Trong

Jadąc przez wyspę mija się wiele lokalnych, drewnianych domków na palach, często z charakterystycznie zdobionymi dachami. Jest tu też kilka homestay’ów gdzie można przenocować u lokalnych mieszkańców, kilka restauracyjek oraz świątyń. Na zachodnim wybrzeżu wyspy jest też kolejna plaża, a u jej południowo-Zachodniego brzegu na wodach Mekongu znajduje się niewielka pływająca wioska, którą można podziwiać z brzegu wyspy. Środek wyspy to głównie pola uprawne, o tej porze roku praktycznie wysuszone, na których czasami pasie się bydło. Całą wyspę można spacerowym tempem objechać w około godzinę.

Drewniany domek na palach
Charakterystyczny dach miejscowych domów
Jedna ze świątyń …
… i posąg przed nią
Wysuszone pola uprawne …
… w środkowej części wyspy
Największa świątynia na wyspie
Największa świątynia na wyspie
Największa świątynia na wyspie
Największa świątynia na wyspie
Niektóre domy były bardzo eleganckie
Pływająca wioska …
… u południowo-zachodniego wybrzeża wyspy
Drugi, zachodni brzeg Mekongu

Do miasta wróciliśmy znowu promem, a właściwie tym razem starą łodzią, która pełniła rolę promu. I prosto z nadbrzeża udaliśmy się na południe w kierunku świątyni Wat Roka Kandal Chas, która oddalona jest około 2 km od centrum miasta. To mała, drewniana świątynia z XIX wieku z pięknym sklepieniem i 30 kolumnami, jedna z najstarszych w regionie. Po drugiej stornie ulicy stoi zaś świątynia Wat Roka Kandal Thmei, która jest dużą, w miarę współczesną świątynią.

Świątynia Wat Roka Kandal Chas
Świątynia Wat Roka Kandal Chas
Świątynia Wat Roka Kandal Chas
Świątynia Wat Roka Kandal Thmei
Groby w pobliżu świątyni Wat Roka Kandal Thmei

Wracając do centrum zatrzymaliśmy się na moment na miejscowym targu Phsar Kratie, gdzie kupiliśmy trochę owoców, a następnie zobaczyliśmy jeszcze dużą pagodę stojącą naprzeciwko lokalnego dworca autobusowego. Niestety była ona zamknięta więc widzieliśmy ją tylko z zewnątrz.

Jeden z pomników w Kratie
Pagoda w Kratie

Wieczorem nad Kratie rozpętała się straszna burza. Grzmiało i błyskało, a do tego lało strasznie przez kilkadziesiąt minut. Na szczęście tuż przed burzą zdążyliśmy wrócić z kolacji do hotelu.

Drugiego dnia wybraliśmy się na wycieczkę tuk-tukiem. Głównym celem naszej wyprawy było spotkanie z delfinami. Są to słodkowodne krótkogłowe delfiny Irrawaddy. Jest to gatunek krytycznie zagrożony wyginięciem w regionie Laosu i Kambodży. Są one blisko spokrewnione w orkami. Najlepszym miejscem aby je poobserwować jest wioska Kampi, leżąca około 15 km na północ od Kratie, i tam też dojechaliśmy naszym tuk-tukiem. Delfiny najlepiej oczywiście obserwować z łódki, która kosztuje 9 USD od osoby (jeśli na łódce byłoby 3 lub więcej osób to wtedy cena byłaby 7 USD za osobę) choć ponoć można też obserwować je z brzegu, ale wtedy i tak trzeba wykupić bilet na łódkę. Łódką odpływa się od brzegu kilkaset metrów w górę rzeki w okolice niewielkich wysepek i kęp krzewów wystających z wody rzeki. Po kilku minutach rejsu sternik wskazał nam w oddali pierwsze delfiny. Strasznie trudno je sfotografować, bo inaczej niż delfiny morskie nie wyskakują one ponad powierzchnię wody, a bardziej jak wieloryby wynurzają się tylko co jakiś czas na moment aby złapać oddech, prychając przy tym też zupełnie jak wieloryby. Na początku widzieliśmy kilka z daleka, ale potem udało nam się też zobaczyć kilka całkiem blisko naszej łodzi. Są one szare i ich głowy są charakterystycznie ścięte z przodu. Żyją w małych stadach. To było piękne przeżycie, móc w naturze zobaczyć te piękne zwierzęta, szkoda, że jest ich już coraz mniej, a człowiek niestety do tego się przyczynił.

Takimi łodziami płynie się na obserwowanie delfinów
W drodze na spotkanie z delfinami
Krótkogłowy Delfin Irrawaddy
Gdzie one są? 🙂
Oto i one
Płetwa prawie jak u rekina
Czasami udawało się zrobić zdjęcie tylko rozpryskanej wody
Miejscowi rybacy zarzucający sieć

Po kilkudziesięciu minutach obserwacji wróciliśmy do brzegu i ruszyliśmy dalej tuk-tukiem na północ do miejscowości Sambor. Jest tu świątynia Wat Sarsar Muoy Roy, zwana też Pagodą 100 Kolumn, a zaraz obok jest prowadzony przy pomocy tutejszych mnichów ośrodek ochrony żółwi i edukacji na ich temat. Można tu zobaczyć kilka gatunków żółwi żyjących w Kambodży, w tym azjatyckiego żółwia miękko-skórego zamieszkującego wody Mekongu, który też jest zagrożony wyginięciem. Ośrodek oprócz ochrony i rozmnażania żółwi zajmuje się też edukacją lokalnej społeczności mającą na celu podniesienie poziomu wiedzy o zagrożonych gatunkach i odwiedzeniu lokalnych mieszkańców od polowań na nie. Wejście do ośrodka kosztuje 4 USD od osoby.

Pagoda 100 kolumn
Pagoda 100 kolumn
Pagoda 100 kolumn
Mały azjatycki żółwik miękko-skóry
A tu ziewający przedstawiciel innego gatunku

W drodze powrotnej do Kratie zatrzymaliśmy się jeszcze w świątyni Phnom Sambok, leżącej na wzgórzu około 10 km na północ od Kratie. Na samą górę, gdzie stoi świątynia prowadzi w sumie ponad 300 schodów, więc trzeba się trochę nadreptać. Po drodze na niższych poziomach mija się inne budowle kompleksu.

Pierwsze schodu do świątyni Phnom Sambok
Na terenie kompleksu Phnom Sambok
Na terenie kompleksu Phnom Sambok
Posąg Buddy
Kolejne schody do świątyni Phnom Sambok
Świątynia Phnom Sambok
Świątynia Phnom Sambok

Następnie wróciliśmy do Kratie do hotelu. Naszym zdaniem z całej tej wycieczki jedynym wartym zobaczenia elementem były te delfiny. Natomiast ośrodek ochrony żółwi i obie świątynie można sobie odpuścić, bo nie ma tu nic specjalnie interesującego do zobaczenia. Jedyną zaletą całej tej przejażdżki był fakt, że po drodze mogliśmy zobaczyć lokalne wioski i codzienne życie ich mieszkańców. Dopisała nam też pogoda, bo po burzy z poprzedniego wieczora niebo było cały czas jeszcze zachmurzone i nie było tak strasznie gorąco.

Niedzielne śniadanie już buzuje na ogniu
W drodze do Kampi
Szykuje się jakaś większa impreza
Mobilny warzywniak
Transport brył lodu
Obwoźny sklep z tyłu …
… i od przodu
Jeden z wąskich mijanych mostów
Mijana wioska
A tu też będzie impreza
Machające nam dzieci
Kolejny obwoźny stragan
A tu mobilny sklep z materacami
I kolejny sklep na kółkach
Meblowóz wymija mobilny sklep z 1001 drobiazgów
Mekong …
… i nabrzeżne zabudowania
Typowe lokalne …
… domy na palach

Dla zainteresowanych tuk-tuk z Kratie do Kampi i świątyni Phnom Sambok kosztuje około 12-10 USD (finalna cena zależy od zdolności negocjacyjnych pasażerów), natomiast wersja z wizytą w Pagodzie 100 kolumn i ośrodku hodowli żółwi kosztuje około 25 USD – nam udało się wynegocjować cenę 23 USD. Tak dla wyjaśnienie cenny podajemy w USD, bo w Kambodży w większości miejsc można płacić tą walutą. Nawet z bankomatów można wybierać bezpośrednio USD. Czasami resztę dostaje się w miejscowych rielach (KHR). Powszechnie stosowany przelicznik to 1 USD = 4.000 KHR. Mimo wszystko warto mieć w portfelu trochę rieli, gdyż na przykład na targu sprzedawczynie nie bardzo chcą otrzymywać zapłatę w USD. Ważne jest też to, że o ile w przypadku rieli nikt za bardzo nie interesuje się jakością banknotów, to w przypadku dolarów banknoty muszą być w dobrym stanie, gdyż nikt nie chce otrzymać banknotów zniszczonych, czy nawet lekko naddartych. Dlatego też biorąc resztę w dolarach, też trzeba zwracać baczną uwagę na stan banknotów jakie nam dają i w razie czego od razu prosić o zamianę na niezniszczony banknot. Dotyczy to też banknotów wydanych przez bankomat. Jeśli trafi się zniszczony banknot dolarowy, najlepiej od razu zgłosić to do najbliższego banku, aby potem uniknąć problemów i ewentualnych, wysokich prowizji za wymianę zniszczonych banknotów.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*