Wyspy Św. Tomasza i Książęca

Wokół czekoladowej wyspy cz. 3 – Północ

Witamy w trzeciej i już ostatniej części naszej relacji z objazdu czekoladowej wyspy czyli wyspy Św. Tomasza. Tak jak obiecaliśmy poprzednio tym razem uchylimy rąbka tajemnicy dlaczego ta wyspa jest nazywana czekoladową, ale to troszkę później, tak więc jeszcze chwila cierpliwości. Na objazd północnej części wyspy wyruszyliśmy z naszego hotelu wcześniej niż poprzednio. Plan był 7:45 ale Elson się trochę spóźnił i ruszyliśmy o 8:00. Początkowo jechaliśmy wzdłuż wybrzeża drogą w kierunku lotniska, ale po chwili Elson odbił w lewo i nasz tuk-tuk zaczął się wspinać lekko pod górę. W pierwszej części naszej podróży już po wyjechaniu z Sao Tome po drodze było więcej wiosek niż lasu. To pewna odmiana w porównaniu do dwóch poprzednich wycieczek, ale droga była chyba najgorsza jeśli chodzi o jej jakość. Po dojechaniu do miejscowości Conde Elson skręcił w prawo w kierunku Micolo, gdzie skręciliśmy w lewo i po paru minutach dojechaliśmy do miejsca zwanego Fernao Dias Pier. Tu znajduje się pomnik poświęcony ofiarom masakry w Batepe, o której pisaliśmy w poprzedniej części naszej opowieści. Obok pomnika stoją duże kamienne tablice, na których wypisane są nazwiska ofiar tej zbrodni. Pod tym pomnikiem każdego roku 3 lutego odbywają się centralne uroczystości z udziałem władz państwowych, upamiętniające tamte wydarzenia.

Pomnik w Fernao Dias Pier
Tablice z nazwiskami ofiar zbrodni

Pomnik jest umiejscowiony tuż przy plaży, a szutrowa droga z Micolo do niego prowadzi przez plantacje bananów, kakaowców oraz niewielkie jeziorka.

Plaża w okolicach pomnika
Droga między Micolo a pomnikiem
Droga między Micolo a pomnikiem

Z pod pomnika chcieliśmy jechać na plażę Tamarindos, o której opowiedział nam rano przypadkowo spotkany, gdy czekaliśmy pod hotelem na Elsona, mężczyzna. Mówił on, że to jedna z najpiękniejszych plaż na wyspie. Według mapy wiodła tam polna droga wzdłuż wybrzeża, ale Elson stwierdził, że ta droga nie nadaje się aby nią jechać tuk-tukiem, więc wróciliśmy do Micolo, a potem do głównej drogi wiodącej przez Conde. Tą główną drogą dojechaliśmy do miasta Guadelupe, gdzie skręciliśmy w prawo w kierunku oceanu i Morro Peixe. Będąc już w Morro Peixe skręciliśmy w wąską polną drogę w prawo, na której były duże kałuże. Baliśmy się że tuk-tuk się utopi lub zakopie w błocie i pozostałe 1,2 km w kierunku plaży chcieliśmy ruszyć na piechotę, ale ku naszemu zaskoczeniu Elson postanowił, że jednak spróbujemy przejechać. Kilka pierwszych kałuż udało nam się pokonać. Śmialiśmy się że nasz tuk-tuk to prawdziwy off-roadowy terenowiec, ale po około 400 metrach Elson skapitulował, bo na drodze pojawiły się duże kamienie. Tak więc Elson został z tuk-tukiem, a my ruszyliśmy pieszo drogą wśród wysokich traw. Wokół było dużo ciekawych ptaków. Niektóre z nich były bardzo kolorowe, a inne miały strasznie długie ogony. Szkoda tylko, że większość z nich była bardzo ruchliwa i nie udało nam się im zrobić zdjęć.

W drodze na plażę Tamarindos

Po kilku minutach marszu naszym oczom ukazały się niezbyt gęsto rosnące drzewa tamaryndowe, a tuż za nimi przepiękna plaża. Faktycznie była to chyba najładniejsza plaża jaką widzieliśmy na tej wyspie. Plaża byłą piaszczysta, częściowo zacieniona przez tamaryndowce, a woda miała piękny turkusowy kolor jak na pocztówkach z rajskich wysp. Dodatkowo byliśmy tam zupełnie sami, dopiero jak wracaliśmy to minęły nas dwa czy trzy samochody z turystami zmierzającymi w kierunku plaży. My po krótkiej chwili na plaży ruszyliśmy z powrotem do tuk-tuka polując jeszcze po drodze z aparatem na spotykane ptaki.

Drzewa tamarydowców tuż przy plaży
Plaża Tamarindos
Plaża Tamarindos
Okolice plaży Tamarindos
Jeden z ptaków z długim ogonem
Orzeł ukryty w gęstwinie
Miejsce do prania w jednej z mijanych wiosek

Tuk-tukiem wróciliśmy do Guadelupe i dalej główną drogą ruszyliśmy na zachód w kierunku Lagoa Azul. Mijany krajobraz był zupełnie inny niż podczas wycieczki na południe czy do centrum. Tu na północnym wybrzeżu nie było lasu tropikalnego, a trawiaste pola porośnięte pojedynczymi drzewami i palmami, co przypominało trochę sawannę. W dali na horyzoncie widać było kontury gór w centralnej części wyspy porośniętych lasem. Było tam bardzo ładnie.

Krajobraz północnej części wyspy
Krajobraz północnej części wyspy

Po dojechaniu do zatoki Lagoa Azul zjechaliśmy z głównej drogi na dół nad samą plażę, ale szczerze mówiąc plaża nie zrobiła na nas szczególnego wrażenia. Rośnie tam duży baobab, ale poza tym to nic tam nie ma a i widoki nie są specjalne. Tak naprawdę najładniejszy widok na Lagoa Azul jest z góry z głównej drogi. Widać wtedy zatoczkę z błękitną wodą, otaczające ją skały oraz małą latarnię morską umieszczoną na wzgórzu pomiędzy zatoką a oceanem.

Baobab na plaży Lagoa Azul
Lagoa Azul
Lagoa Azul widok z góry, z głównej drogi

Z Lagoa Azul droga na południowy zachód wiedzie praktycznie cały czas wzdłuż wybrzeża. Im bardziej na południe tym sawannowy krajobraz ustępuje miejsca gęstemu lasowi tropikalnemu i niczym nie różni się od tego na południu czy w centrum wyspy. Widoki są piękne bo często jedzie się kilka metrów tuż nad kamienistym wybrzeżem, a po drugiej stronie drogi jest od razu gęsto porośnięte zbocze. Pośród lasu dużo jest też plantacji kakaowców.

Północno-zachodnie wybrzeże
Widok na góry w centrum wyspy porośnięte lasem
Północno-zachodnie wybrzeże

W tych pięknych okolicznościach przyrody dojechaliśmy do miasteczka Neves, gdzie jest port z instalacją do przetankowywania i zbiornikami na ropę oraz browar produkujący lokalne piwo Rosema. Poza tym w miasteczku nic szczególnego nie odkryliśmy i nie jest ono szczególnie ładne. Jadąc dalej na południe znów zatopiliśmy się w las i plantacje kakaowców. Po drodze zatrzymaliśmy się w Anabom Discovery Pattern czyli miejscu gdzie na wyspę przybyli pierwsi odkrywcy pod koniec XV wieku. Jest tam mała kolumna z krzyżem na szczycie, ale poza tym i kilkoma betonowymi ławkami i opuszczonym budynkiem nie ma tam nic. Nawet żadnej tablicy, kawiarni itp. Całkowicie zamarynowane miejsce, gdzie na pewno zagląda większość turystów odwiedzających wyspę i gdzie można by usiądź nad brzegiem oceanu na kawie czy czymś chłodnym, poczytać trochę o historii wyspy i odpocząć przed dalszą drogą.

Kolumna w miejscu gdzie przybyli pierwsi odkrywcy

No cóż szkoda, a my ruszyliśmy dalej na południe wzdłuż zachodniego wybrzeża. Po drodze minęliśmy dawną posiadłość ziemską Roca Diogo Vaz i dojechaliśmy do miejsca gdzie droga biegnąca tuż nad wybrzeżem przebija skaliste zbocze wznoszące się prosto z oceanu małym tunelem. To tunel Santa Catarina. Niebo było pochmurne i cały ten widok od razu skojarzył nam się z Maderą, gdzie takich wąskich tuneli wydrążonych w skalistych zboczach wznoszących się prosto z oceanu jest wiele. I nawet te pochmurne, szare niebo – zupełnie jak na północnej Maderze.

Tunel Santa Catarina
Droga w pobliżu tunelu Santa Catarina

Tutaj oficjalny program wycieczki się kończy i Elson chciał zawracać, ale udało nam się go namówić aby pojechać jeszcze parę kilometrów dalej podziwiając skaliste wybrzeże i rosnące na zboczach palmy. Zatrzymaliśmy się też przy niewielkim wodospadzie, który był tuż przy drodze. Ta droga kończy się w miejscowości Santa Catarina parę kilometrów dalej i wzdłuż południowej części zachodniego wybrzeża nie da się już jechać.

Droga wzdłuż skalistego wybrzeża
Zachodnie wybrzeże
Miejscowe domy zatopione w bujnej roślinności
Droga wzdłuż wybrzeża
Miejscowe domy zatopione w bujnej roślinności
Niewielki wodospad tuż przy drodze

My już tam nie dojechaliśmy tylko zawróciliśmy i główną drogą wracaliśmy w kierunku Sao Tome. Po drodze, parę kilometrów przed Sao Tome odbiliśmy jeszcze w prawo do Roca Agostinho Neto. To dawna wielka posiadłość ziemska. Dzisiaj jest to największa wioska na wyspie. Niestety duża cześć dawnych budynków popada w ruinę. Z szerokiej drogi biegnącej przez wioskę widać stary szpital i kaplicę stojące nieco z boku na wzgórzu. To był kiedyś największy szpital na wyspie, ale obecnie jest opuszczony, a połowa budynku zdewastowana. Miejscowa ludność stopniowo rujnuje ten budynek grabiąc jego elementy na potrzeby budowy swoich domów. Naprawdę trudno zrozumieć dlaczego tak często w Afryce miejscowa ludność i niepodległe rządy nie umieją wykorzystać infrastruktury, która pozostała im po czasach kolonialnych. Przecież zawsze łatwiej i taniej utrzymywać i dbać o coś istniejącego niż to porzucić i budować coś nowego od początku, szczególnie gdy nie am się za dużo pieniędzy, jak to w większości afrykańskich krajów bywa.

Pranie w jednym ze strumieni
Strumień to też miejsce zmywania naczyń
Roca Agostinho Neto – widok na dawny szpital
Roca Agostinho Neto –  miejscowa pralnia i zmywalnia
Roca Agostinho Neto
Kaplica w Roca Agostinho Neto
Popadający w ruinę szpital w Roca Agostinho Neto
Roca Agostinho Neto
Roca Agostinho Neto

Po wizycie w Roca Agostinho Neto wróciliśmy na chwilę do hotelu i po krótkim odpoczynku ruszyliśmy już sami na piechotę do fabryki czekolady Claudio Corallo. Wspominaliśmy już o tym miejscu w naszym pierwszym wpisie o Wyspach Św. Tomasza i Książęcej, w którym pisaliśmy o Sao Tome. To mała fabryka położona w Sao Tome tuż przy drodze biegnącej w kierunku lotniska, wzdłuż zatoki. Miejsce to odwiedza się dla degustacji robionej tu czekolady. Nie ma możliwości oglądania procesu produkcji, ale można tu posłuchać o uprawie kakao oraz jak wyrabia się tutejszą czekoladę a przy tym popróbować jej różnych smaków. Wejście kosztuje 100 STN od osoby. Degustacja trwa ponad godzinę. Córka właściciela fabryki opowiada bardzo ciekawie i do tego w trzech językach: po portugalsku, angielsku i francusku, ale pewnie może i po włosku, bo w końcu jej ojciec Claudio Corallo będący założycielem i właścicielem tej fabryki to Włoch.

Degustacja czekolady Claudio Corallo

Studiował on rolnictwo i początkowo pracował na plantacji kawy w Zairze (obecnie Demokratyczna Republika Kongo), a z czasem założył tam swoją własną plantację. Jak już wszystko rozwinął, to z powodu konfliktu jaki wybuchł w Zairze musiał wszystko zostawić i opuścić ten kraj. Przeniósł się wtedy na Wyspy Św. Tomasza i Książęcą i zaczął wszystko budować od początku. Z czasem jak już rozwinął plantację kawy zaczął zgłębiać tajniki uprawy kakao i rozwijać jego plantacje. Po wielu latach pracy i doskonalenia procesu uprawy i produkcji doszedł do obecnego poziomu, który jest jednym z najwyższych na świecie. Tutejsze czekolady są w pełni naturalne bez żadnych sztucznych dodatków i ulepszaczy. Zawierają one nie mniej niż 70% procent kakao, ale jest też wersja 100%. Po raz pierwszy w życiu mieliśmy okazję spróbować takiej 100% czekolady. Produkuje się tu też czekoladę z dodatkiem kawy, a także z owocami itp. Przed degustacją dostaję się małą karteczkę na której można sobie zaznaczyć, które z degustowanych czekolad smakowały nam najbardziej. Na koniec można też kupić degustowane na miejscu czekolady.

Karteczka do oceny degustowanych czekolad

Ale uwaga dużą część tych czekolad można też kupić w jednym z supermarketów w Sao Tome, Super Ckdo (duży niebieski sklep położony tuż na zatoką na północy miasta), gdzie są one o dziwo nieco tańsze niż w fabryce. Jeśli chodzi o same degustacje to zaczynają się one o 16:40 ale nie odbywają się one w każdy dzień. Dlatego lepiej wcześniej sprawdzić w jakie dni można skorzystać z tej atrakcji. Można też wcześniej kupić bilety, lub tylko zarezerwować sobie miejsce aby być pewnym że starczy dla nas miejsca. Podczas degustacji, na której my byliśmy było naprawdę sporo ludzi i w środku małej sali było pełno. Nietrudno sobie więc wyobrazić sytuację, że chętnych jest więcej niż miejsca i część osób musi się obejść smakiem, i to dosłownie 🙂 . No i teraz już wiecie dlaczego ta wyspa nazywana jest czekoladową. To właśnie dzięki plantacjom doskonałej jakości kakao i pysznej tutejszej czekoladzie, której używają nawet francuscy szefowie kuchni w słynnych paryskich restauracjach. Warto tu jeszcze wspomnieć, że Caludio Corallo na swoich plantacjach na Wyspie Książęcej uprawia też kawę liberica, która jest trzecią odmianą kawy po robuście i arabice, a o której mało kto słyszał, gdyż jej światowa produkcja jest bardzo niewielka.

To już koniec naszej opowieści o tej niezwykłej wyspie. Strasznie żałujemy, ze nie udało nam się odwiedzić Wyspy Książęcej. No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo dzięki temu jest powód aby tu jeszcze wrócić. A wrócilibyśmy bardzo chętnie. To jedno z najciekawszych i najwspanialszych miejsc jakie do tej pory odwiedziliśmy. Ludzie są tu bardzo mili i przyjaźni, jest bezpiecznie, a przede wszystkim pięknie. To po co tu warto przyjechać to otaczająca, wciąż jeszcze w dużej mierze dzika natura. Może to jest to miejsce gdzie spędzimy naszą starość, kto wie? Szkoda tylko, że nasz tutejszy pobyt został nieco zepsuty tym, że przez całe 10 dni nie udało nam się odzyskać utraconego bagażu. Straciliśmy przez to dużo czasu i nerwów na próby jego odzyskania, odkupienie podstawowych, najpotrzebniejszych rzeczy i wykłócanie się z personelem linii Ceiba Intercontinental – najgorsze linie lotnicze jakie mieliśmy okazję poznać, trzymajcie się od nich z daleka! Ale i tak warto było tu przyjechać nawet jeśli ten bagaż nigdy już do nas nie wróci, na co się niestety zapowiada. Ostatniego dnia naszego pobytu na Wyspie przez większość czasu padał deszcz. My ten czas wykorzystaliśmy na blogowe zaległości i wstępne planowanie kolejnego etapu naszej podróży jakim jest Gabon. Jako, że w zaginionym bagażu była też moja golarka do głowy, a mój wprawdzie rzadki bo rzadki, ale wciąż rosnący włos na głowie trochę mi już zarósł wybrałem się do miejscowego fryzjera na strzyżenie. Za strzyżenie zapłaciłem 20 STN czyli jakieś 3,50 PLN!

U miejscowego golibrody

Tradycyjnie już jeśli ktoś ma jakieś pytania lub szuka informacji praktycznych na temat Wysp Św. Tomasza i Książęcej to zapraszamy do kontaktu poprzez komentarze na blogu lub facebooku. Jeśli tylko będziemy mogli i znali odpowiedzi to na pewno pomożemy.

Korzystając z okazji i faktu iż jest to pierwszy wpis w Nowym Roku chcielibyśmy wszystkim czytelnikom naszego bloga, przyjaciołom i osobom trzymającym za nas kciuki życzyć aby ten 2019 rok był wspaniały, pomyślny i aby przyniósł wiele ciekawych i samych pozytywnych wrażeń Wam i Waszym bliskim. No i żebyście wytrwali z nami 🙂 jak najdłużej . Wszystkiego dobrego!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*